WSPOMINKI
o śp. Marcinie Krzyckim


Aby się wpisać, kliknij

2017.04.20 (czwartek) 15:24 *
monika.latkowska     

Żegnaj Marcinie, nasz Kochany Przyjacielu! Będzie nam Ciebie bardzo brakowało...
Niech Cię wiezie błękitny wóz na te niebieskie połoniny.
Twój stary kumpel-Tygrys



2017.04.20 (czwartek) 16:26 *
Maciej Szreter     

Marcin był niesamowicie pogodnym i życzliwym człowiekiem, nie przypominam sobie by był kiedykolwiek na cokolwiek zirytowany. A znajomych miał mnóstwo bo znany był z zaprzyjaźniania kolejnych roczników.
http://213.135.36.172/g/displayimage.php?album=8&pid=57
http://213.135.36.172/g/displayimage.php?album=34&pid=473
http://213.135.36.172/g/displayimage.php?album=172&pid=4464
R.I.P.



2017.04.20 (czwartek) 16:45 *
Staszek Berka     

I ja muszę się dołączyć, bo Marcin był naszym świadkiem na ślubie, a w ogóle był taki pogodny, optymistyczny i życzliwy światu, że nie wiem co. Mało jest takich ludzi, a szkoda!

Trzymaj się, Marcin, i do zobaczenia.



2017.04.20 (czwartek) 16:51 *
MDz     

Jedno z ostatnich zdjęć Marcina



2017.04.20 (czwartek) 17:11 *
Arkadiusz Kamiński     

Marcin...cała przyjemność po mojej stronie, że było mi dane Ciebie poznać. Zawsze będę Ciebie mile wspominać!



2017.04.20 (czwartek) 18:01 *
Aga Szudarska     

Tak, Marcin był niezwykłym człowiekiem. Też chciałabym podzielić się swoim wspomnieniem.

Poznałam Marcina jesienią 2004, na moim pierwszym wyjeździe wędrownym w góry, kiedy to wraz z Zerówką Malucha zawitaliśmy do Chatki. Marcin akurat smażył wtedy rydze i tymi rydzami nas poczęstował. I ilekroć potem jesienią byłam w Chatce i smażyłam rydze, to już zawsze kojarzyły mi się Marcinem.

Człowiek niesamowicie ciepły, otwarty i pogodny, dla którego nie istniało chyba takie pojęcie jak różnica pokoleń. Nieoceniony kompan każdej wycieczki, który wprowadzał mnóstwo pozytywnej energii w grupie. Miałam to szczęście, że Marcin był na praktycznie wszystkich wyjazdach, które organizowałam.

To on też zaraził mnie i całą rzeszę młodych ludzi piosenką turystyczną i klimatem festiwali piosenek turystycznych. Yapa, Bazuna, Muszyna, Kropka, Gorcstok, Szklarska Poręba, gdziekolwiek się nie pojechało, zawsze można było Marcina spotkać, najczęściej tuż pod sceną. Marcin znał dzięki temu chyba wszystkie piosenki i stare, i nowe, i najnowsze, a Marcina znali chyba wszyscy.

No i rzecz jasna śpiewanki. To tam ostatnimi czasy spotykałam Marcina najczęściej. Dźwięki jego harmonijki były nieodzownym elementem wielu piosenek. Nie raz padało hasło - nie grajmy tego teraz, poczekajmy aż przyjdzie Marcin, to jego piosenka. ..

Będzie nam Ciebie bardzo brakowało Marcinie! Do zobaczenia na niebieskich połoninach!



2017.04.20 (czwartek) 18:30 *
Sławomir Górniak     

A tu fotka z października 1998. "Strażak" na pożegnaniu lata w Beskidzie Wyspowym. Marcin w samym środku grupy, jak zwykle. Po drugiej stronie na dole - Michał, "Wełniak", również od kilku lat na niebieskich połoninach. Pewnie teraz piją razem herbatę z emaliowanego kubka.



2017.04.20 (czwartek) 19:41 *
Zbyszek (Zby.) K.     

Marcina poznałem pewnie gdzieś koło roku 2001, ale wydaje się jak gdybym znał go "zawsze".
Wspólne rajdy z "Jedynką", "Stykami" oraz spotkania w zaskakujących miejscach.
Zawsze taki spokojny, zrównoważony, skromny, przyjaźnie nastawiony do całego Świata i radosny. Potrafił zarazić swą radością i poprawić nastrój jeśli miało się akurat gorszy dzień.

"Był sobie raz na wróble strach" - to już od dawna jest, jak dla mnie - piosenka Marcina, staje mi przed oczami z gitarą w rękach, za każdym razem kiedy słyszę tę piosenkę. Wiele razy miałem okazję śpiewać ją razem z nim...

Ostatni raz rozmawialiśmy chyba na "Jesiennej zadumie", w listopadzie zeszłego roku, w Tczewie. Rozmawiałem z nim na temat muzyki, gry na instrumentach, szczególnie gitarze - deklarował, że wie niewiele, ale dużo się od niego dowiedziałem. To była dość długa i spokojna rozmowa w niedzielny poranek. Z perspektywy czasu - za krótka...

To wielkie szczęście, że miałem okazję go znać. Wielki żal, że już nie będziemy mieć okazji do dalszych rozmów.

Załączam kilka zdjęć, tych moich - pierwszych, na których udało mi się go uchwycić. Wyszukane na szybko:
http://foto.zby.waw.pl/2003/20030621ns/photo20.html
http://foto.zby.waw.pl/2004/20040403/ph04.html
http://foto.zby.waw.pl/2004/20040626nsw_bw/ph10.html
http://foto.zby.waw.pl/2004/20040626nsw_bw/ph10.html

[']



2017.04.20 (czwartek) 20:16 *
Kasia Józefowicz     

Bardzo mnie zmartwiła ta wiadomość. Marcin to był człowiek, którego wszyscy lubili. Bardzo skromny i pomocny.
Pamiętam jak grał i śpiewał piosenkę " Jesienne wino". Wielka strata.



2017.04.20 (czwartek) 21:14 *
Piotr Celiński     

Kilka zdjęć z Marcinem z dawnych lat (1991 - 1993). [']



2017.04.28 (piątek) 03:49
Michał Segit     

Jedną z ulubionych piosenek Marcina, bardzo mało znaną, którą znacznie spopularyzował w klubach politechnicznych, był "Kacper" co "fajnym kumplem był, fajki palił..." (ref.). Zawsze, gdy ją słyszę, przypomina mi się Marcin ją grający i śpiewający...
I w dowolnej chwili bardzo szeroko i serdecznie się uśmiechający, witając znajomych dochodzących na wspólne śpiewanki przy zapalonych świecach.

One już nigdy nie będą takie same.



2017.04.28 (piątek) 12:25
Ola KR (Chomik)     

Zawsze uśmiechnięty, zawsze ciepły i życzliwy. Tyle słońca i pogody było w Jego usposobieniu... Do zobaczenia Marcinie - na zielonych połoninach!



2017.04.28 (piątek) 17:24
Agata Hilsberg     

Ciekawa jestem, czy ktoś z Was próbował kiedyś podpić herbatę w wielkim metalowym kubku, którą zostawił przy ognisku Marcin? Mi się nie udało więcej niż łyk.... Była upiornie słodka... Marcin chyba zawsze będzie mi się kojarzył z tą strasznie słodką herbatą....

Marcin i gitara, to faktycznie był dobry duet, ale mi chyba na zawsze pozostanie w pamięci ta herbata . Wielki półlitrowy metalowy kubek posłodzony kilkoma łyżkami cukru. Nie do ruszenia. Bezpieczny przy ognisku . Wtedy gitarzystów przy ognisku było wielu, ale taka herbata tylko jedna. Ostatni raz rozmawiałam z Marcinem chyba przy okazji koncertu na 50~tkę Malucha. Już nie słodził tak herbaty .... Marcin.... zawsze uśmiechnięty, pomocny, nigdy zły ani zmęczony .... Takiego Go zapamiętałam.

Zdjęć nie mam, bo wtedy, gdy razem łazikowaliśmy po górkach nie miałam jeszcze aparatu. To było w połowie lat 80-tych XX wieku . Wtedy mało kto miał aparat, komórek u nas jeszcze nie było..... Internet dopiero raczkował... Za to więcej czasu spędzało się razem, przy ognisku słuchało się opowieści bardziej doświadczonych łazęgów (dla mnie jednym z takich był właśnie Marcin) i śpiewanki przy ognisku trwały do późnej nocy.



webmaster (i ewentualna korekta)