WSPOMINKI
o Maćku Ostrowskim



Aby się wpisać, kliknij

2007.09.27 (czwartek) 09:00
Zby     

Poznałem Maćka... ech, nie pamiętam nawet kiedy - gdzieś na jakimś rajdzie.

Był pogodny, spostrzegawczy, miał poczucie humoru, znał mnóstwo świetnych piosenek, doskonale organizował InO i prowadził bardzo ciekawe rajdy.

Z 23 Harpaganu, w Drzewinie, w trójkę - ja, Agnieszka i Marta - specjalnie wracaliśmy z soboty na niedzielę, żeby rano wybrać się na rajd organizowany przez Maćka. Rajd miał miejsce w Mazowieckim Parku Krajobrazowym. Na pętli, gdzie zaczynał się rajd, była jeszcze jedna osoba. Gdy przybył Maciek i dowiedział się, że w trójkę wracaliśmy nocą z Harpaganu by wybrać się na jego rajd, to zrobił niewyraźną minę i zapytał - "Nie wiecie, gdzie tu mogę wypić kawę?". Później oddalił się w jakimś kierunku. Myśleliśmy, że się przestraszył, ale na szczęście wrócił w niedługim czasie z kawą w kubeczku. To był 21 kwietnia, 2002.
Bardzo miły rajd, liczę na to, że jak Maciek - na zawsze pozostanie w moich wspomnieniach.



2007.09.27 (czwartek) 09:03
Kwadratowa     

Strasznie mi smutno z tego powodu. [*]


Własnie przegladałam mapy, plakietki, zdjęcia ze starych czasów. Duzo tego jest z Maćkiem.
Pierwszy raid po puszczy kampinowskiej " Magur" w październiku 1995 roku, - od niego zaczeła się moja prawdziwa turystyka.
raidy 1 dniowe pod Warszawę z jedzeniem lodów litrowych w 6 osób, bagna,strumole, chaszcze wszystko co sprawialo że na wyjazdach był niepowtarzalny klimat
Jeden z bardziej klimaciarskich obozów wędrownych po Mazurach, gdzie gdzie udeptywaliśmy półtorametrowe pokrzywy aby namiot rostawić, słynne pawie i gluty gdzie łyżka staje, kanapki z cebulą i betonem ( pasztetem) wypady w bieszczady, beskid niski, sylwester w okolicach Przemysla, maratony na 100 km, imprezy na orientację...
Dużo by tego wyliczać. Kawał historii...
A wszystko z piętnem osobowości Maćka...

Kwadratowa z rodzinką



2007.09.27 (czwartek) 09:41
Andrzej (Express)     

Nie wiem co napisać. Dawno nie miałem z Maćkiem kontaktu, ale był dla mnie jedną z tych osób, które "gdzieś tam są" i "zawsze" można się z nimi spotkać.
Teraz jest już gdzie indziej.

Brakuje mi słów.
Ex.



2007.09.27 (czwartek) 10:03
ula (kula)     

to ja dorzucam foto, które zrobiłam Maćkowi rok temu na jesieni. Mało Go znałam, ale kojarzył mi się zawsze z uśmiechem, dlatego właśnie podsylam fotkę trochę uśmiechniętego Maćka

>> (w galerii)



2007.09.27 (czwartek) 10:34
Monika-Katarzyna      monika_katarzyna (zawijas) wpf.tpl

To ja może cos dopiszę.
Ostatnio zastanawiałam się, kiedy poznałam Maćka. I wyszło mi, że to było gdzieś na 2 roku moich studiów magisterskich. Czyli ok. 8,5 roku temu. Szmat czasu, ale w porównaniu z innymi to niewiele.

Nie pamiętam dokładnie gdzie Go poznałam. Coś mi się jawi, że ktoś mnie zaprosił na śpiewanki SKPB i tam był Maciek. Pamiętam, jak się zżymał na moją wymowę ukraińską. I poprawiał. A potem moja mama, pochodzenia ukraińskiego, stwierdziła, że i tak mówię źle.

Potem były wyjazdy. Liczne wyjazdy. Trudno mi spamiętać wszystkie.
Początkowo w większości były to wyjazdy z KTG "Magury" z Legionowa - klubem-"dzieckiem" Maćka. Pamiętam np. Puszczę Bolimowską, kiedy to Kwadratowa dowiedziała się wreszcie czemu jest Kwadratowa :)
Zimowe przejście po zamarzniętym Liwcu. To było szalone. Jak prawie wszystkie wyjazdy z Maćkiem. Bo Maciek był człowiekiem wyjątkowym, nietuzinkowym, z odrobiną zdrowego szaleństwa. I wszystkie jest wyjazdy, trasy obfitowały w jakies wesołe, często nieplanowane, niespodzianki.

Tak jak wyprawa kolejowa dookoła Polski. Z Ełku do Ełku. Szkoda, że nie udało się Maćkowi zrealizowac planu kontynuacji, tym razem dookoła Czech. Choroba nagle Mu przeszkodziła, dopadła znienacka na InO pod Gdańskiem...
Wyprawa ta przeszła już do legend, sami ją tam przenieśliśmy. Opisana została na stronie Wodza, kolegi Maćka ze studiów http://acid.ch.pw.edu.pl/~senior/ (link wyprawy i kolej). Tam można zobaczyć Maćka jeszcze zdrowego i z długimi blond włosami (dlatego został nazwany Kudłatym i Kudłatym dla mnie pozostał - nawet, gdy już nie miał włosów; no, ale ja to prosty człowiek, zmian nie lubię).

Zaraz potem był wyjazd na Maćkowe urodziny do Chałupy Elektryków. Pierwszy raz tam byłam...

W międzyczasie było dużo imprez na orientację, często razem startowaliśmy, a potem czasem startowałam z Jego żoną Anią. Maciek świetnie prowadził, acz bywało, że się gubił. Ale jak się gubił, to "z hukiem", niebanalnie. Taaa, InO pod Gdynią. Kto jak nie Maciek pójdzie po rzeźbie terenu nocą?

W międzyczasie były śpiewanki SKPB, gdzie też nawiązałam trochę znajomości. Pamiętam urodziny Asi. I prezent Maćka. To było chyba jakieś zdjęcie kapliczki łemkowskiej, z życzeniami "abyś duża rosła, ale nie wszerz, a w sercu".
A na moich urodzinach dostałam od Niego "piątą klepkę". Do dziś wisi nad łóżkiem. No cóż, ale tylko wisi... Nadal mi się nie wbudowała w moje ciało...

I to Maciek stwierdził, że jestem kobietonem (skrzyżowanie kobiety z robotem), że mogę tylko marzyć o byciu kruszynką. A żebym się nie myliła w gronie innych Monik uznał, że będę Moniką-Katarzyną.

I tak zostało. Potem Maciek zaczął bywać w Stykach i chyba tam poznał swoją żonę. Przedstawił ją, jeszcze jako swoją dziewczynę, na którejś Syberiadzie. Idealnie do siebie pasowali...

A potem we współpracy z Jedynką zaczął organizować InO.

Choroba Maćka wszystkich nas zaskoczyła. Ale początkowo wydawało się, że skończy się na operacji i chemii. I będzie dobrze. Fakt, po tej chemii, trwającej standardowo, przez jakiś czas był spokój. Niestety, nastąpił nawrót. Przerzuty.
Tuż po tym spotkaliśmy się na wycieczce piaseczyńską kolejką wąskotorową. I tam Maciek z Anką powiedzieli mi, że sie pobrali. Cichy ślub, tylko rodzina.
Zaskoczyło to mnie i od tej pory podziwiałam Anię. Tyle się słyszy, że przez chorobę nowotworową bliscy sobie dotychczas ludzie się rozchodzą. Bo może trzeba będzie opiekować się chorym, może nawet podmywać. Kto wie? Tyle pracy, tyle odpowiedzialności. A Ania sie nie bała. I wtedy, kiedy było wiadomo, że nie będzie dobrze, wyszła za Maćka za mąż. Dzielna dziewczyna.

Może dzięki temu Maćkowi tak długo udawało się walczyć z chorobą, wszak to było ok. 7 lat? Bo miał wsparcie w swojej Ani, rodzina mu pomagała, znajomi trzymali kciuki. Nikt się nie odwrócił.

Tylko musiał zmienić tryb życia. Zwierzątka w domu - tylko szynszyle (bo hypoalergiczne ponoć). Wycieczki - głównie na oglądanie ptaszków. I w ogóle jesli wyjazdy, to tylko tam, gdzie blisko do szpitala. Znam z opowieści, jak to w Chałupie było kiedyś ciężko... Od tej pory Maćka chyba w Chałupie nie było.

Ale Maciek wciąż pozostał sobą. Miłym, uczynnym, wesołym człowiekiem. Nie okazującym po sobie choroby, choć było coraz gorzej. Tylko czasem widać było pewne "drobiazgi". Pamiętam tekst Ani: "Maćku, załóż czapkę".

I takim go będę pamiętać. Takim Kudłatym wesołkiem.



2007.09.27 (czwartek) 10:34
Monika-Katarzyna     

Nie umiem mówić "był", "znałam"... Każdy w coś wierzy i każdy ma to, w co wierzy. Ja wierzę, że dusze naszych zmarłych nie opuszczają nas. Są z nami, choć ich nie widzimy i nie słyszymy. Ale One nas widzą i słyszą, nawet nasze myśli. Dlatego ja wierzę, ja wiem, że Maciek pozostał z nami i zawsze już będzie. Tylko wolny od choroby, nie ograniczony swoim ciałem.

Maćku, Ania teraz została sama. Opiekuj się nią! Ona tak tego potrzebuje!



2007.09.27 (czwartek) 10:42
Kasia Owczarek     

Poznałam Maćka jakieś 9 lat temu, jeszcze przed chorobą. To po części dzięki niemu jestem dziś w STYKACH. Na swój drugi rajd w życiu wybrałam się właśnie z Maćkiem, choć nie znałam ani jego, ani nikogo z uczestników. Było wspaniale. Gdyby mi się nie podobało, pewnie nie zostałabym w klubie.
Potem była bardzo przyjemna, "emerycka" trasa na Noc Świętojańską - jedyny rajd, na którym zamist chudnąć się tyło.
I całkiem niedawno (tak przynajmniej mi się zdaje, choć czas leci jak szalony) - zimowy spacer po Młocinach, gdzie Maciek pokazał mi mnóstwo gatunków ptaków w tym parę orłów bielików. Zawdzięczam mu niezapomniane wrażenia.

Kto teraz będzie śpiewał jego piosenki?



2007.09.27 (czwartek) 11:06
Lila     

Poznałam Maćka jak akurat był łysy i bez brwi i rzęs, więc jako lekarz wiedziałam bez pytania, że jest na chemii i ma jakiś nowotwór.

Ale podziwiam, że mówił o tym z takim pogodzeniem spokojem i akceptacją. Wiedział że przedłuża życie ale że nie wyleczą. I mimo to brał z życia co mógł, a z pogodą ducha dawał dużo innym.

I podarował mi jeden z piękniejszych rajdów. Któraś Noc Świętojańska, mój pierwszy rajd z tej serii. Właśnie taki spokojny, dla leniwców, bo był po chemii i nie mógł szarżować. A przecież nie na każdym rajdzie trzeba się zrypać i założyć ze zmęczenia nogi z uszy. Można się po prostu cieszyć wodą w Liwcu, pogodą, lasem, gitarą i co najważniejsze - dobrym towarzystwem.

Dzięki Maćku.



2007.09.27 (czwartek) 14:10
Michał Segit     

Pamiętam Maćka od około 2000 roku. W małolicznym wówczas Klubie, gdy przychodził, zwracał uwagę poczuciem humoru i śpiewaniem piosenek Andrzeja Waligórskiego. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że Jego chyba największą pasją, obok ornitologii, są Imprezy na Orientację. Dopiero później, na rajdzie Noc Świętojańska (chyba 2002) wychodząc z nami z Wyspy w Nadkolu opowiedział, że dobrych kilka lat wcześniej o podobnej porze roku brał udział z InO i widział w tej okolicy grupę studentów, nieświadomy skąd zmierzają. Prawdopodobnie byli to poprzednicy tych, z którymi później sam udawał się na wyspę.
A jeszcze trzeba było kolejnych 2 lat, aby związał nas ze sobą mocniej poprzez bardzo miłe i skuteczne zaszczepienie bakcyla organizacji InO. Wtedy poznałem Go jeszcze lepiej. Szczególnie ostatnimi laty, gdy już zdrowie zmuszało Go do proszenia o coraz większą pomoc przy ich organizacji.
Ciekawym momentem w życiu Maćka była Jego kilkuletnia przygoda z SKPB Warszawa. Nie znałem Go jeszcze wtedy, niedużo o tych czasach mówił, ale zapytany bardzo się śmiał z wydarzeń na swoim kursie w SKPB i wiem, że z tego okresu ma wielu znajomych.

W ostatnich latach coraz rzadziej Go widywaliśmy. Nie mógł uczestniczyć w imprezach, czasem pomagał nam w budowaniu tras InO, wartościowo doradzał w pomysłach wycieczek kolejowych, coraz częściej potrzebował naszej pomocy na Jesień Idzie.
W tym roku Jesień też Idzie... Już nie będziemy mogli wysłuchać Jego dobrych wskazówek. Niedawno jeszcze zapytaliśmy Go drogą elektroniczną, jak sobie tegoroczną Imprezę wyobraża. Nie wiedzieliśmy o Jego stanie zdrowia. Odpowiedzieć już nie zdołał. Może to dziwnie brzmi, ale mam duże wrażenie, że nas osierocił. W takim ciepłym znaczeniu, jak bardzo był nam przewodnikiem wcześniej.

Dziękuję Ci Maćku za wszystko... Będzie mi Ciebie bardzo brakować.



2007.09.27 (czwartek) 15:35
Bartosz Sawicki      bartek (zawijas) kajakl.zorgl.zpl

Niestety nie miałem okazji poznać Maćka. Widzieliśmy się kilka razy, zawsze na jakimś rajdzie, zawsze gdzieś w lesie.
Ale nawet te krótkie chwile pozostaną w mojej pamięci na długie lata.



2007.09.27 (czwartek) 16:04
Ryszard Wilk      ekorych(małpa)poczta.onet.pl

Maćka pamiętam jako orędownika i organizatora Imprez na Orientację, moim zdaniem to właśnie On wprowadził i rozpropagował tą dyscyplinę aktywności turystycznej w Stykach, w Jedynce oraz całym naszym środowisku. Pamiętam pierwszą imprezę INO na którą się wybrałem a było to INO Jesień Idzie w Nieporencie. Wcześniej nie znałem tego sposobu uprawiania turystki. Odbyłem wprawdzie manewry na kursie OT (99rok), ale miały one zupełnie innych regulamin. Kierownikiem tamtej imprezy oraz wielu następnych był Maciek. Lata mijają i z kursanta sam stałem się organizatorem rajdów i wtedy wielokrotnie przekonałem się że, pomimo wielu trudności z organizacją rajdów Maciek zawsze tryskał optymizmem że się uda, że będzie dobrze, damy radę. Zapoczątkował szkolenia Organizatorów InO przy Kole PTTK nr 1 przy PW w ten sposób przyczynił się do wychowania kadry przyszłych animatorów tej dyscypliny. Pamiętam jak w zeszłym roku razem z Maćkiem dokonywaliśmy rekonesans terenów przed Nocą Świętojańską (2006). Pomimo osłabienia i zmęczenia chorobą Maciek dzielnie wyruszył na 12 Km trasę która muszę przyznać mocno Go zmęczyła fizycznie, ale do końca zachował dobry humor, a na podstawie uzyskanych informacji zbudował wspaniałą trasę krajoznawczą. Maciek naprawdę dobrze bawił się nie tylko starowaniem, ale też budowaniem tras na InO. Był jednym z lepszych fachowców i długo nikt z nas Jemu nie dorówna kunsztem i doświadczeniem. Pomimo wielkiego cierpienia z powodu straszliwej choroby organizował wspaniałe imprezy, zawsze służył nam informacją o ciekawych imprezach InO, oraz poradą jak je robić, założył rodzinę, obronił rozprawę doktorską na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej, podjął pracę naukową w tej dziedzinie. To był naprawdę bardzo dzielny pracowity i pogodny Przodownik InO i takim go zapamiętamy.



2007.09.28 (piątek) 07:42
Nitka      runisto (zawijas) pocztau.xwpu.xpl

Ja zapamiętałam Maćka jako pogodnego, życzliwego człowieka. Często miał uśmiech na twarzy. A nawet kiedy się nie uśmiechał, to uśmiech widać było w oczach - czekał tylko, żeby ogarnąć całą twarz...



2007.09.28 (piątek) 15:22
Tomek Dombi     

Poznałem Maćka na którymś ze swoich pierwszych InO w Warszawie, ale kojarzę go od Jesień Idzie 2004, kiedy był autorem wspaniałego etapu. Pamiętam też, że zwracał się z wielką empatią nawet do nowych uczestników, nieznanych mu osób. Pamiętam jego uśmiech i pociechę z organizowanej imprezy i zabawy uczestników. Poczułem bratnią duszę w nim.

Cieszę się, że go poznałem.



2007.09.30 (niedziela) 21:23
Łukasz Skłodowski     

Maciek był wspaniałym organizatorem a współpraca z Nim była zawsze przyjemnością. Zawsze gotów do żartów i z uśmiechem na twarzy. Wydawałoby się, że choroba go nie pokona... a jednak. Trudno mi się pogodzić z brakiem Maćka wśród nas tu na ziemi. Trudno mi sobie wyobrazić Jesień Idzie bez osoby Maćka. Ale trzeba będzie kontynuować to wielkie dzieło jakie zapoczątkował, pamiętać o Nim i liczyć na spotkanie na niebieskich połoninach, jak ktoś pięknie już zacytował...

Przypominam sobie JI'06 w MPK, Leśniczówka Torfy... Byliśmy wtedy z Maćkiem w lesie, pomagaliśmy w obsłudze InO, zbieraniu tras wieczorem... Na imprezie, czy to już po niej, Maciek dał do zrozumienia, że za rok może już nie dać rady być szefem JI, że czas już abyśmy to my młodsi kontynuowali to Jego dzieło. Kto mógł wtedy przypuszczać, że rok później Maciek już na prawdę i nieodwołalnie przestanie kierować JI...? Smutno nam, lecz pamiętamy, będziemy pamiętać i kontynuować Jesień Idzie ! Odszedłeś Maćku, lecz w nas zostałeś! Do zobaczenia!



2007.10.02 (wtorek) 09:57
Grzegorz Tylinski - "Docent", "Beniowa"     

Maćka spotkaliśmy w grudniu 1991 r. w pociągu jadącym do Kielc podczas naszej wycieczki kursowej. Na następnej imprezie już do nas dołączył. Byliśmy razem na kilku wycieczkach. Te wycieczki i Macka zapamietam do końca życia. Niestety Maciek zmuszony był zrezygnować wtedy z kontynuowania kursu z uwagi na obowiązki w liceum. Potem wracał na kurs, ale różne koleje losu sprawiły, że go ostatecznie nie ukończył. Ostatni raz dłużej rozmawialiśmy w sierpniu 1997 r. na bazie w Radocynie.

Potem nasze beskidzkie drogi już się nie skrzyżowały.

Grzegorz



2007.10.09 (wtorek) 23:31
Busol (Michał P.)     

Spotkałem Maćka kilka lat temu kiedy jeszcze panował szanowny ExExpress, pamiętam jak my całą grupą gdzieś przedzieraliśmy się przez krzaki w Beskidzie Niskim a on znikał i spotykaliśmy się na końcu drogi, my wykończeni on zawsze radosny i pełen energii. Dla mnie niesamowite, ta determinacja i chęć do życia. Rozmawiałem z nim tylko parę razy, lecz pozostał we mnie obraz człowieka mądrego i rozumnego. Nie często się
takich ludzi spotyka.
Pokój Jego Duszy.
Łączę się w smutku.



2007.11.22 (czwartek) 09:29
Ija     

Poszliśmy razem tylko na jeden rajd - ten Stykowy, na Wolin. To był przełom kwietnia i maja, wściekły upał, Słońce jak lampa. I nieduży ludek w wielkim kapeluszu, z jeszcze większym uśmiechem. Wyglądał jak żywy, ucieleśniony Włóczykij z Muminków. Cudownie się z nim rozmawiało. Opowiadał, jak to chemicy dzielą się na tych od bimbru, i na tych od wybuchów. O tym, jaką straszną trucizną jest cola. Racja, bzdury. Tylko że z tego wyjazdu akurat Maćka pamiętam najlepiej. Pierwszego maja uczciliśmy śpiewając na całe gardło (że też nas widłami nie pogonili...) tatokazikowych "Inżynierów z Petrobudowy". Teraz przy tej piosence miękną mi oczy. Maćku - dzięki!



2007.12.30 (niedziela) 18:44
Jakub Sypień - Wodzu     

Maciek....

Pamietasz zerówki jakie prowadzileś od strony topograficznej, a ja od organizacyjnej? Potem kilka ładnych lat przerwy w kontaktach i to spotkanie w IChO PAN na Kacprzaka w Wawce... Razem zjedzony obiad... Już nie paw, glut czy zwykłe kanapki popijane wodą ze strumienia - ale akademicki obiadek... Twoje słynne juz struktury, których, choć tak samo jak Ty, dr inż - ale powiem bez bicia - nie ogarniam.

I telefon od Radara we wrześniu - że odszedłeś...
Trzymałem telefon, Radar mówił, a ja zapadełem się już w Beskid Niski i wspólne przez Lackową wędrowanie...

Wędrój Duchu.
To Ty pokazałeś nam Beskid Niski... Zapach trawy... Cerkiewki... Strona z wyprawy wisi do dziś dzień na stronie... I będzie wisieć.

Macieju....

Wodzu



2007.12.30 (niedziela) 19:45
Wodzu      senior (zawijas) acida.ucha.upwa.uedua.upl

Tak, Macieju...

Obie strony - i ta z Ełku do Ełku i o wyprawie w Beskid Niski w 97 roku - ciągle wiszą...

http://acid.ch.pw.edu.pl/~senior/wyprawy/pociag.html

http://acid.ch.pw.edu.pl/~senior/wyprawy/beskid.html

Maćku, [*] [*] [*] [*] [*] [*] [*]



2017.09.26 (wtorek) 20:17
Michał S.     

Maćku... to już 10 lat...
Pamiętamy, wspominamy.
Te wspólne wydarzenia, wycieczki, rajdy, wszystkie spotkania razem, czy to w Jedynce czy Stykach. Te organizowane przez Ciebie, Jesień Idzie którą nam przekazałeś i dzielnie co roku wznawiają ją kolejne pokolenia wychowanków turystycznych, Legend, spacery ornitologiczne np.gdy nad Wisłą w Łomiankach podglądaliśmy orły, pociągówki/kolejówki np. w której nie mogłeś uczestniczyć ale szczegółowo doradzałeś podczas planowania, i wiele wiele...
Dziękujemy.
Spoczywaj w pokoju. I opiekuj się nami dalej z góry...






webmaster (i ewentualna korekta)