| Ruinada - trasa Jaśka |
|
| Redaktor: bambi | |
z biurkaczas: sobota 28 marca, godz. 6:45 miejsce: Dworzec PKP Warszawa Centralna - peron, z którego odjeżdza pośpiech do Kraka (vide nowa tablica informacyjna w hali głównej) jak mnie poznać: duży plecak, biało-czarna czapka, w okolicach telewizora
trasasobota: Wwa - Skarżysko-Kamienna - Wąchock - Bodzentyn 19km, ok.150m w sumie do podejścia pośpiechem do Skarżyska, o 10 stamtąd autobus do Wąchocka;
zwiedzamy opactwo i inne cudowne zabytki największej atrakcji Polskiego Humoru Po niepojętych wręcz wrażeniach wzrokowych śmigamy czarnym szlakiem na Polanę Langiewicza, skąd niebieskim przez Rez. Wykus schodzimy do Bodzentyna na jakąś +/- 18. Jak będzie czas i chęć - zwiedzamy na wieczór Bodzentyn :D niedziela: Bodzentyn - Św. Kaśka - Łysica - Wał Małacentowski - Łagów 31km, ok. 450m w sumie do podejścia Z racji długości trasy wyjście przed ósmą. Ile przed 8 zależy od tego, czy zwiedzamy Bodzentyn. Rano, jeśli w sobotę czasu i chęci nie starczyło, zwiedzamy Bodzentyn. Po czem idziemy niebieskim do Św. Kaśki, gdzie oglądamy klasztor. Pokrzepiwszy ducha rozpoczynamy atak szczytowy na Łysicę, najwyższą górę GŚ, o której zdobyciu Reinhold Messner nawet nie marzył. Na finiszu morderczego podejścia oglądamy gołoborze. Schodzimy z Łysogór kulturalnie na południe mijając starą chałupę w Kakoninie i przez przeuroczy, jak sama nazwa wskazuje, Wał Małacentowski dochodzimy do Łagowa. PKS do Kielc i pośpiech do Warszawy.
co klawsze rzeczy
cosie do wzięciacoś wygodnego na wypadek nierówności podłoża (wskazane: wygodne buty) coś od deszczu coś od innych rzeczy (np. chłodu) coś na zmianę (jakby nas zlało, niekoniecznie potem) coś z naczyń (menażka) coś ze sztućców (wskazane co najmniej nóż i łyżka) coś ze sprzętu (plecak na plecy, śpiwór i k***imata do środka/na zewnątrz) coś do jedzenia (wedle własnych potrzeb, zalecana kiełba na wieczór, może się da nabyć na trasie) coś dla bakterii na zębach (słodycze, np. czekolada, wskazana tabliczka na dzień per pumpkin) coś na inne bakterie (leki własne, chusteczki, itp.) coś po jedzeniu (tzw. pejper of lajf) coś dla miłośników ucieczek (mapa Gór Św., kompas, zestaw telefonów alarmowych) coś dla ludu pracującego sklepów spożywczych i środków transportu - pieniądze; sugerowane: złotówki (PLN) jak ktoś potrzebuje - coś do mycia organizmu coś dla potomności - aparat fotograficzny, długopis, kartka o wymiarach minimalnych 67x42,5mm coś dla ludzkości - rzeczy do grania na (jak ktoś umie, a nie jest to pianino) i śpiewania (literatura branżowa w postaci śpiewników turystycznych) coś ciężko? - należy zredukować rzeczy do minimum, coś niecoś przejdziemy w ten weekend
do wybulenia
|
|
| Zmieniony ( 30.03.2009. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



