Joomla Files Webdesign Erfurt
Header Pic   Header Pic
Header Pic  PfeilStrona główna arrow Relacje arrow V PoSesja im. Wawrzynka Wilczełyko i Anonimowego Dawcy OT Header Pic
Header Pic

V PoSesja im. Wawrzynka Wilczełyko i Anonimowego Dawcy OT Drukuj
Redaktor: Ambasador Wierch   

Termin: 07-08.03.09

Miejsce: połudmiowe rejony Mazowieckiego Parku Krajobrazowego i tereny dawnej Puszczy Osieckiej

Cel (nieosiągnięty): odnalezienie kwitnącego wawrzynka wilczełyko

Liczba uczestników: od ok. 25 na początku do 10 przy końcu imprezy

Nocleg: Publiczne Gimnazjum w Sobieniach-Jeziorach

W dniach 07-08.03.09 odbyła się V edycja rajdu PoSesja, tym razem wyjątkowo późna. Objęła ona sobą teren południowej części Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, a głównym celem było odszukanie kwitnącego wawrzynka wilczełyko. Na dworcu PKP Śródmieście zgromadziło się około 25 osób - w następnych godzinach liczba uczestników miała tendencję wybitnie malejącą.

Po szybkim zebraniu na stacji PKP Zabieżki oraz podaniu do informacji swoich  (lub nieswocih) imion, a następnie inauguracyjnej oranżadzie - ruzyliśmy w kierunku Osiecka, mijając po drodze rezerwat "Szerokie Bagno".

W Osiecku (oprócz kolejnej oranżady) główną atrakcją okazały się słynne wywierzyska osieckie.Pewna mieszkanka Osiecka, piorąca właśnie bieliznę w tej wodzie (i nieco skonfundowana faktem, że w obliczu Jednoczącej Się Europy pierze tę bieliznę przy wywierzysku, a nie w pralce ful-automatik) opowiedziała nam parę ciekawostek związanych z wywierzyskami, między innymi to, że woda, która z nich się wydobywa, służyła niegdyś do picia, w co jednak znaczna część osób nie uwierzyła. Mimo inspirującego brudnożółtego osadu, unoszącego się na wodzie wydobywającej się z wywierzysk, niektórzy (z Krasnoludem na czele) okazali się tak spragnieni (wrażeń), że przystąpili do degustacji owej wody życia. W Osiecku obejrzeliśmy ponadto - neogotycki kościół (nie odważyliśmy się wjeść do środka, pomni na przepowiednie Poliego odnośnie kar bożych, jakie czekają na grzeszników w bieżącym tygodniu), uśpiony rynek, dwa psy oraz dwa kleszcze na jednym z psów. Po ugaszeniu pragnienia oranżadą, ruszyliśmy w stronę rezerwatu "Wymięklizna", gdzie spodziewaliśmy się znaleźć ów wawrzynek.  Jednakże wawrzynkowi najwyraźniej nie w głowie było zakwitnąć, więc zdegustowani ruszyliśmy dalej. Do Sobieni-Jeziorów, w których zaplanowany był nocleg, mieliśmy zaledwie pięć kilometrów...

W miarę dalszej drogi robiło się coraz bardziej wilgotno i grząsko tak, że w końcu zmuszeni byliśmy poruszać się skacząc z kępy na kępę. W końcu i to nie było mozliwe - maszerowaliśmy zatem przez bagno brodząc po pół łydki w wodzie i wiele razy zmieniając kierunek. Kierownik trasy czuł wzbierającą w powietrzu, niczym bagienny opar, żądzę krwi i chęć linczu, które zaczęły spontanicznie kiełkować w znękanych i zatrutych gazem bagiennym umysłach uczestników. Gdy już wydawało się, że bagno jednak nie ma końca - niespodziewanie pojawiła się twarda droga, która wyprowadziła nas prosto do naszego miejsca noclegu.

Zostaliśmy wspaniale przyjęci przez Panią Dyrektor, która osobiście wraz z całą rodziną przybyła, aby nas powitać w gościnnych progach Publicznego Gimnazjum w Sobieniach-Jeziorach. Wieczorem został rozstrzygnięty konkurs na Anonimowego Dawcę OT, który zgodził się firmować swoim nazwiskiem i numerem uprawnień ową imprezę (rzeczywisty organizator nie miał jeszcze swojego numeru uprawnień; swoje nazwisko na szczęście już miał). Anonimowym Dawcą OT został Łukasz Skłodowski "Cynamon". Zostały również ufundowane upominki dla obchodzących dnia następnego swoje święto Pań - każda z Uczestniczek otrzymała eksluzywną chińską biżuterię z okresu dynastii Mao. Następnie zaczęły się zabawy integracyjne oraz śpiewanki, trwające do późnych godzin nocnych.

Rano okazało się, że spadł śnieg i to w dość dużej ilości, przez co część uczestników straciła zapał do dalszego wędrowania i rannym PKSem co prędzej uciekła do Warszawy. W piętnaście osób udaliśmy się do Warszawic, gdzie obejrzeliśmy ciekawy drewniany kościół fundacji marszałka F. Bielińskiego (tego od ulicy Marszałkowskiej). Następnie kolejne pięć osób odłączyło się. Tym samym skład osobowy wycieczki spadł poniżej polowy pierwotnego składu, jednak Poli przypomniał tajne przepisy wewnątrzkołowe mówiące, że w trakcie wycieczki/rajdu dozwolona jest utrata do 90% uczestników. Świadomi dużego zapasu, ruszylismy dalej.

Pomni sobotnich doświadczeń, postanowiliśmy przejść przez bagno "Całowanie" nasypem południowej linii kolejowej Skierniewice-Łuków, zamiast przedzierać się znów przez grzęzawiska. Pomysł okazał się szczęśliwy, tak więc w komplecie i w miarę sucho dotarliśmy do Ponurzycy i przystapiliśmy do wędrówki krętym żółtym szlakiem przez Ponurzyckie Góry. Przy okazji Poli wyjaśnił wszystkim, skąd się wzięła nazwa strugi Ślepota (kto napije się z niej wody - ślepnie).

Ostatnim etapem wycieczki był sprint przez Celestynów, celem złapania pociągu, którego jednak złapać się nie udało, jak to już w takich razach bywa. Na pocieszenie została oranżada kupiona w delikatesach "Bzyk", po czym nastąpił powrót do domu.
Zmieniony ( 30.03.2009. )
 
« poprzedni artykuł
Header Pic
left unten right unten
© 2021 Koło PTTK nr 1
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.

W3C validiert